Analiza odzyskanej dokumentacji
Analizując po latach dokumentację z leczenia u tutejszego reumatologa, jestem przerażony brakiem rzetelności i podstawowej wiedzy medycznej. Choć lekarz już nie żyje, jakość przychodni, która pozwalała na takie praktyki, budzi poważne wątpliwości. Najważniejsze uchybienia:
* Błędna diagnoza i „leczenie na ślepo”: Na podstawie densytometrii zdiagnozowano „osteoporozę młodzieńczą” u rosnącego nastolatka bez żadnych złamań. Wdrożono wątpliwą kurację Tonocalcinem (kalcytonina łososiowa) i wysokimi dawkami wapnia bez monitorowania ich poziomu, co doprowadziło do hiperkalcemii (11,58 mg/dl).
* Zagrożenie dla nerek: Mimo wywołania u pacjenta wysokiego stężenia wapnia, lekarz ani razu nie zlecił badania kreatyniny. Brak kontroli wydolności nerek w takim stanie to skrajne zaniedbanie, które mogło doprowadzić do ich trwałego uszkodzenia.
* Eksperymenty psychofarmakologiczne: Reumatolog samowolnie przepisywał lek psychotropowy (metylofenidat) na mutyzm wybiórczy. Gdy po 3 miesiącach sam odnotował w kartotece brak jakichkolwiek efektów, zamiast odstawić lek, planował dołożyć kolejny – piracetam (Memotropil). Takie „leczenie kombinowane” u nastolatka, bez konsultacji z psychiatrą i przy braku skuteczności bazy, to igranie ze zdrowiem pacjenta.
* Brak logiki i profesjonalizmu: Dokumentacja to chaos – lekarz przypisywał lekom naturalne zachowania (jak uczestnictwo w spotkaniach rodzinnych), ignorując jednocześnie wyniki morfologii i skreślając kluczowe badania (TSH).
Podsumowanie: Fakt, że placówka firmowała swoim nazwiskiem lekarza, który szafował lekami bez monitorowania podstawowych parametrów (kreatynina) i prowadził amatorskie eksperymenty z zakresu psychiatrii, jest kompromitujący. Szczerze odradzam poleganie na standardach medycznych tego miejsca.

